czwartek, 11 sierpnia 2016

Nasza młodsza siostra (Umimachi Diary)

Szczerze powiedziawszy przez ostatnie miesiące odcięłam się od kina azjatyckiego. Po napisaniu zarówno licencjatu, jak i magisterki o kinie japońskim, przeszłam chyba jakąś traumę. Moje filmowe wybory zaczęły oscylować pomiędzy nudnymi, ciągnącymi się jak stara guma do żucia japońskimi filmami, a dramami koreańskimi, tandetnymi i płaskimi jak pysk mopsa. O anime nawet nie wspomnę. Aż w końcu obejrzałam "Naszą młodszą siostrę" i przypomniałam sobie, dlaczego się w tym kraju zakochałam.





Film opowiada historię trzech dorosłych sióstr mieszkających razem w starym klimatycznym domu. Na pogrzebie swojego ojca dowiadują się o istnieniu swojej przyrodniej młodszej siostry - Suzu. Kobiety postanawiają ją przygarnąć i otoczyć ciepłem domowego ogniska, którego młoda dziewczyna nigdy nie zaznała. 



Piękne, czyste i harmonijne kadry, stonowana kolorystyka, wolne (ale nie powolne!) tempo narracji oraz ten unikalny klimat, pełen japońskiej tradycji, ciepła i świeżości zarazem. Już po pierwszych scenach jesteśmy w stanie stwierdzić, że reżyser (Hirokazu Koreeda) z pewnością inspirował się twórczością Yasujiro Ozu. Życie głównych bohaterów to przepływające przed nami obrazy, oglądane z dystansu, pozbawione oceny i wartościowania. Jest w tym wszystkim coś bardzo kojącego, wręcz terapeutycznego. 



Niektórzy mogliby rzec, że jest to film o niczym, ale ja dostrzegam w nim silny pierwiastek feministyczny, choć wcale nie taki oczywisty. Jest to historia samotnych kobiet, które są niezależne i dojrzałe. Tworzą coś w rodzaju zamkniętej enklawy, gdzie istnieje bezgraniczne zaufanie i wsparcie, pomimo odmienności charakteru i przyzwyczajeń. Rzadko zdarzają się filmowe portrety kobiet, które są bardzo naturalne i pozbawione krytycznej oceny. 



Od prywatnej strony Nasza młodsza siostra była dla mnie podróżą sentymentalną, zarówno jako powrót do Japonii, mojej pasji, ale także jako powrót do moich lat dziecięcych, w których starsza siostra była dla mnie bohaterką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz