wtorek, 30 sierpnia 2016

Szczęście na raty (Xingfu shiguang), 2001

"Szczęście na raty" Zhanga Yimou to słodko-gorzki film o udawaniu, że jest dobrze, gdy nie jest. I o tym, że możemy zakląć rzeczywistość i jest wtedy trochę łatwiej. Ale cóż z tego, gdy świat prędzej czy później o sobie przypomni?




Scenariusz filmu został opary na opowiadaniu Mo Yana. Opowiada historię biednego i samotnego Zhao, który marzy o ożenku. W końcu spotyka on odpowiednią kobietę i aby przekonać ją do małżeństwa udaje bogacza. Krótko mówiąc - różnie mu to wychodzi, ale nie to w tym filmie jest najważniejsze. Zhao poznaje przyszywaną córkę swojej narzeczonej, która jest ślepa i nie ma łatwego życia. Choć początkowo traktuje ją jako utrudnienie w kontaktach z puszystą wybranką w końcu ich relacja staje się głównym wątkiem filmu. I tu zaczyna się magia.



Film utrzymany w konwencji realistycznej komedii, na zmianę bawi i wzrusza. Całość opiera się w głównej mierze na doskonale skonstruowanych postaciach bohaterów. Reżyser pokazuje ich złożoność, różne maski i role, w które się wcielają w zależności od sytuacji i środowiska w jakich się znajdują. 



Kadry są wyciszone i realistyczne. Jak na twórczość Zhanga Yimou, słynącego również z superprodukcji pełnych bogatej scenografii i przepychu kostiumów, "Szczęście na raty" jest dziełem skromnym, prawie naturalistycznym. 



Pomimo przeplataniu się wzruszeń i śmiechu, film ma raczej smutny wydźwięk i do lekkich z pewnością nie należy. Ukazuje ciężką rzeczywistość, szczególnie dla tych, którzy na wstępie nie dostali żadnej "broni", którą mogliby sobie wywalczyć lepszą przyszłość. Z pewnością wart obejrzenia. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza